Pią 29 Wrz, 2006 17:41
ser pleśniowy
Nie widziałem nigdzie takiego tematu (tylko temat o osiągnięciach w programach graficznych), wiec postanowilem taki założyć.
Tutaj możecie sie chwalic swoimi talentami nie tylko w dziedzinie programow graficznych. Możecie tu pokazywać swoje wiersze, opowiadania, zwykle rysunki itp. Pozostali forumowicze będa tu oceniali każde dzielo w skali 1 do 10.
Na początek moje dzielo - komiksy.
Uwielbiam rysować i tworzę własne komiksy z własnymi bohaterami. Na swojej stronie wizytówce (http://wizytowki.gry-online.pl/strona_wizytowka.asp?id=342) pojawily sie dzisiaj pierwsze 4 strony komiksu z Mańkiem i Kosmitą. Poniżej wklejam opis tego komiksu. A oto adres mojej strony wizytówki:
http://wizytowki.gry-onli...owka.asp?id=342Maniek i Kosmita to opowieść o dwójce przyjaciół, o zwykłym chłopcu imieniem Maniek, oraz o przybyszu z innej planety - o kosmicie o imieniu Galaktyk.
Na planecie Czyścioch (której mieszkańcy to wielkie głowy na tycich nóżkach, tylko z jedną ręką i to wystającą z gęby zamiast języka, uwielbiający czystość i piękny zapach) zaczęło się powoli robić tłoczno. Naukowcy z Czyściocha zbadali stężenie brudu na każdej z planet we Wszechświecie, by wybrać glob, który byłby na tyle czysty, że po podbiciu mógłby stać się nowym domem mieszkańców planety Czyścioch - Kosmitom (tak nazywają się mieszkańcy tej planety). Ich wybór padł na naszą Ziemię. Niestety, naukowcy źle zmierzyli natężenie brudu i Ziemia okazała się być zbyt zanieczyszczona dla Kosmitów. Tak więc po wylądowaniu załoga pierwszego statku inwazyjnego szybko wsiadła do niego z powrotem i odleciała na swoja planetę.
Lecz o czymś, a raczej o kimś zapomnieli - Galaktyk, zakała rodu Kosmitów, nie lubiany przez nikogo (miał tylko jednego przyjaciela), który załapał się na gapę na statek, podczas lądowania wypadł z okna. W ten sposób, nim zdążył się pozbierać po upadku, jego ziomkowie zdążyli już odlecieć. A ponieważ był przyzwyczajony do smrodu, szybko się zaaklimatyzował na naszej planecie. Pomógł mu w tym jego nowy ziemski przyjaciel, właściciel podwórka, na którym wylądowali Kosmici, zwykły chłopak - Maniek.
I tak Maniek i Kosmita Galaktyk zostali przyjaciółmi na dobre i złe. Znając Galaktyka, to raczej na złe, gdyż dawny jego przyjaciel, Maurkozio nie zapomniał o nim i ciągle przysyła mu międzygwiezdna pocztą różne urządzenia i kosmiczne gadżety, które Galaktyk lubi testować na Mańku...

Maniek - zwykły chłopak wiodący zwykłe życie. Do czasu... Aż na jego podwórku wylądowali Kosmici. Wtedy to poznał Galaktyka, który wywrócił jego życie do góry nogami. Teraz Maniek pokazuje kumplowi nasz świat, a Galaktyk często cos nieopatrznie zrozumie, z czego wynika niezła heca.

Galaktyk - Kosmita z rodu Kosmitów z planety Czyścioch. Podobnie jak wszyscy z tej planety, Galaktyk jest wielką głową z przyczepionymi malutkimi nóżkami w kajakowatych butach. Zamiast języka ma długą rękę z czterema palcami. Maniek jest jego pierwszym prawdziwym przyjacielem. I chociaż z powodu przepaści, jaka ich dzieli, często się kłócą, nigdy nie mieli jeszcze "cichych dni". Galaktyk uwielbia bawić się różnymi kosmicznymi gadżetami, przez co często obrywa Maniek.
Oto adres mojej wizytówki:
http://wizytowki.gry-onli...owka.asp?id=342 , gdzie możecie przeczytac pierwszą część tego komiksu. Kolejne odcinki będą sie tam pojawialy co 3 tygodnie, o czym będe Was tu informował.
Dziękuję i proszę o oceny i komentarze w tym topicu i zachecam Was do podzielenia sie z innymi wlasną tworczościa.
Pią 29 Wrz, 2006 20:05
Raku
No cóż. Krótko o sobie: umiem to i owo narysować (po ojcu - plastyku, coś tam przeszło i na mnie ), jednakże dawno nie praktykowałem, więc pewnie moja forma średnia jest teraz. W chwili obecnej nie mam więc czym się też pochwalić bo wszystko poszło w ciemny kąt i znaleźć ciężko albo wyrzuciłem "makulaturę" . Ale jak coś wynajdę z zamierzchłych czasów to zrobię fotkę i ocenicie ludziska.
[ Dodano: Pią 29 Wrz, 2006 20:53 ]
Sro 07 Mar, 2007 16:11
Kamiloss
Niedawno dawałem tu jeden z moich tekstów ... Czas na coś nowego z serii moje dzieła
Pusty dom, gdzieś na skraju miasta. Gorący wieczór, cichy i spokojny - jak zawsze w tej okolicy. Na niebie świecą białe, odległe od ludzkich serc gwiazdy. W drzwiach słychać brzęk kluczy, które poruszają zamek, zmuszając go do otwarcia się. Wchodzi para trzymająca się za rękę. Już od dawna mieszkali w tym wymarzonym przez siebie miejscu i jak to mieli w swoim zwyczaju wrócili ze spaceru przy blasku księżyca. Uśmiechnięci i zadowoleni rozmową, którą właśnie przeprowadzili między sobą nagle ucichli. W domu zawsze byli spokojni i wyciszeni. Poważni, choć nie sztywni, szczęśliwi, choć nie zwariowani - raczej był to swego rodzaju błogi, wspólny spokój.
Okazało się, że lodówka jest pusta, lecz nawet się tym nie zrazili, ani specjalnie nie przejęli. W końcu został karton mleka i pudełko z jakże uwielbianym przez nich oboje kakao. On podszedł do kuchennej szafki i wyciągnął wszystkie potrzebne składniki na stół. Ona w tym czasie przyglądała mu się z uśmiechem, próbując od tyłu objąć jego ciało, choć on nie dał się odciągnąć od stołu. Po chwili napój jest gotowy i trzymając się znowu za ręce, przenoszą się do salonu. Mimo ciepła za oknem postanawiają rozpalić w kominku.
Kiedy pokój rozświetlają płomyki gorącego ognia, oboje siedzą na miękkim dywaniku, wpatrując się w siebie, co raz popijając słodkie kakao. Rozmyślali o wszystkich głupstwach, które popełnili w przeszłości, choć nie tylko – myślami wracali też do tych dobrych decyzji i zachowań, które z czasem stały się coraz odpowiedniejsze i dojrzalsze. Zdali sobie również sprawę z przemiany, którą przeżyli będąc ze sobą. Nic nie mówili do siebie, a ciszę przerywały tylko trzaski płonącego drewna i ciche, pojedyncze słowa, które szeptali sobie nawzajem. Przytuleni do siebie zasnęli szczęśliwi, że ich marzenia i pragnienie wspólnego spokoju się spełniły.
Sro 07 Mar, 2007 16:23
xyz
ty... nie widziałem twojego imienia na okładce któregoś z harlekinów?:P
Sro 07 Mar, 2007 16:28
Kamiloss
ty... nie widziałem twojego imienia na okładce któregoś z harlekinów?:P
Czemu ? złe toto ?
Sro 07 Mar, 2007 16:34
SerafiN
Sro 07 Mar, 2007 16:53
kszaq
popijając słodkie kakao
I czar opowiadania zniknął bo imo kako nie nadaje siędo romantycznych scen. Wino !
Sro 07 Mar, 2007 17:00
FoG
Sro 07 Mar, 2007 17:06
Kamiloss
Złe jest to co ćpasz
Nic nie ćpam po prostu dużo piszę ..
Sro 07 Mar, 2007 18:21
Converse
j/w +: o
pisz troche o tym inaczej bo pelno w literaturze [szczegolnie babskiej] takich opowiastek fakt ze u ciebie to ogolnie bogatsze i wiecej ciekawych epitetow ale to jeszcze za malo zeby sie wybic z poziomu harlekinow i innych szmir ;p
[noooffence]
Sro 07 Mar, 2007 18:42
vysoki
Przeczytałem dwa pierwsze zdania i, wybacz, dalej nie zdzierżyłem. Ostatnio coś ci pisałem o młodzieńczym patosie, nieprawdaż? Ponawiam.
Sro 07 Mar, 2007 18:51
xyz
Sro 07 Mar, 2007 19:20
Jones
Nie chce cie urazic Kamiloss, ale to jest taki laxagen tylko ze wszystko wychodzi otworem gebowym. Za duzo slodkosci, az sie chce ekhm, no wlasnie .
Sro 07 Mar, 2007 19:27
donzor
Kamillos, musisz jeszcze mocno popracowac nad stylem, ale ze dwa zdania Ci sie udaly...
Sro 07 Mar, 2007 20:29
Kamiloss
mogę dać dla odmiany jakiś mój wiersz ... jeśli nikt nie ma nic przeciwko ....
Sro 07 Mar, 2007 20:30
koptus
Z całym szacunkiem głupia jest ta historia. Wiadomo wszem i wobec co się robi w takich romantycznych chwilach Na pewno nie zasypia, tym bardziej po kakao.
Pon 12 Mar, 2007 17:47
Kamiloss
dobra nikt nie zgłasza sprzeciwu więc dam mój nowy wiersz, jaki dla niej napisałem :
Dałaś część swej dobrej duszy,
Za chwilę łza me serce poruszy,
Dałaś uśmiech w smutnych chwilach,
Kiedy rozpacz na mych licach,
Była słona jak samotność pusta,
A myśl wtedy tak cicho śwista.
Swoją delikatną i cieplutką dłoń,
Przytknęłaś do serca, szepcząc płoń,
Zmieniłaś mój zimny, szary świat,
Miłości dałem Ci czerwony kwiat,
Czując spokój, cichy szept,
Zmieniłem się porzuciłem grzech,
Abyś przy mnie była szczęśliwa,
Swoje skryte marzenia spełniła.
i ?
Pon 12 Mar, 2007 17:51
Jones
i ?
No, nadawalby sie ten wiersz na hit disco-polo .
Tak na powaznie, to za duzo slodkosci i styl nie za bardzo. Popracuj nad rymami i dopracuj te wiersze . Z wiekiem Ci przejdzie i bedzie się tylko rutyna szarego niebosklonu codziennosci roztaczac...
Czw 15 Mar, 2007 20:08
Kamiloss
coś nowego....
Cichy szelest wokół się roznosi, a wiatr niesie ze sobą piękny zielony liść. Śledzę wzrokiem ten żywy dowód nadejścia wiosny, kiedy niespodziewanie ląduje na twoim ramieniu. Szybko wyciągam po niego rękę i chowam ten kawałek zieleni w czeluściach kieszeni swoich spodni. Widzę twoje świecące szczęścia blaskiem oczy. Obejmujesz mnie i cicho szeptasz, że powinniśmy już wracać. Znowu słyszę szelest i choć tym razem nie widzę żadnych unoszących się liści, chwytam cię za dłoń i ruszamy wolnym krokiem w kierunku domu.
Nie mówisz nic, czasem tylko uśmiechnięta spoglądasz mi w oczy, próbując odgadnąć moje myśli. Wtedy mocniej ściskam Twoją dłoń ciesząc się z naszego "razem". Wolno podążamy suchą drogą, a ciepły wiatr miło owiewa nam twarze. Wiosna znowu pobudza nasze serca jak kiedyś. W końcu docieramy do naszego ciepłego i spokojnego miejsca.
Kiedy otwieram Ci drzwi lekko uśmiechnięta całujesz mnie lekko w policzek i wchodzisz, ciągnąc mnie ze sobą. Zamykam za sobą drzwi, a Ty siadasz przy stole. Cicho i tak delikatnie pytasz czy mam ochotę na coś do picia. Odpowiadam, że tylko wodę, bo dziś jest tak gorąco i upalnie. Idę do sąsiedniego pokoju i szperam w naszych płytach z muzyką. Szukam czegoś cichego i spokojnego. Włączam tą najcieplejszą i najspokojniejszą. Wchodzisz z uśmiechem i z wodą w ręku. Kładziesz ją gdzieś obok a ja obejmując Cię i zaczynamy tańczyć tak spokojnie w rytm tej słodkiej piosenki będąc blisko siebie ściskając się i uśmiechając....
C.D.N
Czw 15 Mar, 2007 20:10
Slim
Kamiloss jesteś bardzo płodny .... całkiem fajne to. Lubisz pisać i to się liczy ... pisz więcej
Czw 15 Mar, 2007 22:37
FoG
nie wiem jak Wy, ale ja na trzeźwo całego tego nie przeczytałbym
po 1,5 zdaniu wysiadłem
Czw 15 Mar, 2007 22:43
Termez
nie wiem jak Wy, ale ja na trzeźwo całego tego nie przeczytałbym
po 1,5 zdaniu wysiadłem
Nie masz duszy romantyka. Nie jesteś wrażliwy na piękno poezji.nie potrafisz docenić Kamiloss wielkim poetą był/jest i basta. (z czego to jest ? )
To jest z "Ferdydurke" Gombrowicza.
Maturzysta widze . Witaj jeszcze tylko 2 miechy co - ja też cierpie tylko póki co nie wiem czy zalicze rok
Czw 15 Mar, 2007 22:44
FoG
nie mam duszy romantyka, nie chodzi tu o to, że tekst Kamilosssa jest jakiś beznajdziejny czy coś - o prostu się na tym nie znam, ale chyba dobre (sam się nie wypowiem )
Czw 15 Mar, 2007 22:47
Romeo
wielkim poetą był/jest i basta. (z czego to jest ? )
To jest z "Ferdydurke" Gombrowicza.
Maturzysta widze . Witaj jeszcze tylko 2 miechy co - ja też cierpie tylko póki co nie wiem czy zalicze rok
Sory, ale ja już mam mature .
I powiem Ci że matura to małe piwo, czyli trzeba się bardzo starać aby nie zdać .
Czw 15 Mar, 2007 22:57
xyz
Czw 15 Mar, 2007 22:59
Jones
Hmm, powiem tak - 2 pierwsze akapity sa dosc dobre, ale 3. wszystko burzy. Nie ma tej harmonii przejscia. Tu mamy cos takiego: slodkie, kocie wrecz ruchy usciskow i muskan namietnosci, a zaraz, tak jakby czytelnik dostaje obuchem w leb i przechodzi na plan codziennosci. Opisujesz jakby 2 stare pryki przychodzily do swojej kajutki i parzyly sobie ziolka, tanczac nastpenie przy muzie Franka Sinatry.
Mozna w Twoim pisaniu zaobserwowac przejawy mlodzienczej milosci i wielu aspektow z nia zwiazanych - idealizacja uczuc jest wyolbrzymiona, ja zdaje sobie sprawe, ze sie w niej kochasz, ale zachowaj troche umiaru. To ma byc romantyczne opowiadanie zlozone z przemyslanych wersow, a nie pudelko czekoladek, w ktorym niektore z nich sa przeterminowane. Zachowaj umiar pomiedzy jakoscia, a iloscia .
Niemniej jednak, doceniam Twoj trud w krzepieniu sztuki wsrod uzytkownikow Markolfa. Doceniam takze to, ze nie boisz sie poddac pod sad swoich prac. Keep up the good work!
Czw 15 Mar, 2007 23:07
Romeo
a pierwowzór? nie "wesele"? ja bardziej to z tamtą pamiętam
Krótki fragment utworu "Ferdydurke":
– Hm… hm… A zatem dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? […] Hm… dlaczego! Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był! Walkiewicz! Dlaczego? Niech Walkiewicz powtórzy – dlaczego? […]
– Dlatego, że wielkim poetą był! – powiedział Walkiewicz […].
Edit
Już poprawione . Dzięki Jones za zwrócenie uwagi (jesteś prawdziwym Aniołem Stróżem na tym forum ).
[ Komentarz dodany przez: Jones: Czw 15 Mar, 2007 23:09 ]
Czw 15 Mar, 2007 23:29
xyz
no dobra... ale wielkim poetą był i basta - tak ktos wspominał - basta jest ewidentnie z wesela i chłopa
Pią 16 Mar, 2007 00:21
FoG
I powiem Ci że matura to małe piwo, czyli trzeba się bardzo starać aby nie zdać
no pewnie, a ja ci powiem, ze moj brat, ktory przez cala szkole uczyl sie bardzo dobrze z polskiego mial niezle oceny i tak oblal na maturze wlasnie polski
to sie nazywa pech, mam nadzieje, ze mi pojdzie lepiej
Pią 16 Mar, 2007 01:13
Maqs
no pewnie, a ja ci powiem, ze moj brat, ktory przez cala szkole uczyl sie bardzo dobrze z polskiego mial niezle oceny i tak oblal na maturze wlasnie polski
to sie nazywa pech, mam nadzieje, ze mi pojdzie lepiej
Wiesz, oceny nie zawsze idą w parze z wiedzą. Niektórzy mają specyficzną powierzchowność, odpowiedni styl bycia-taki który podoba się nauczycielom i dzięki temu mają z góry ułatwione życie... Wiecie, łatwiejsze pytania, większe luzy, naprowadzanie na temat. I nie mówię tu wcale o lizusostwie - to inna para kaloszy.
Pią 23 Mar, 2007 21:15
Kamiloss
Tak jak mówiłem dalszy ciąg tamtego tekstu :
... Gdy muzyka ucichła, chwytasz szklankę w swoje drobne dłonie i pijesz wodę gasząc pragnienie. Siadamy obok siebie i szepczę Ci, żebyś zamknęła swoje oczy. Wkładam Ci między palce ten liść, o którym nie wiedziałaś. Na Twojej twarzy znowu pojawia się subtelny uśmiech, a w pokoju rozlega się słowo, które mówisz półszeptem - Wiosna. Zupełnie jak w naszych sercach, prawda? - odpowiadam z podobnym do Twojego półszeptem. Otwierasz oczy, gładzisz mnie po policzku tym zielonym kawałkiem życia i wtulasz się we mnie.
Gdy tak jesteś blisko mnie i gdy tak patrzymy w okno, z którego widać było piękny, budzący się do życia ogród wpadam na pomysł. Wstaję i podbiegam do szyby, oddzielającej nas od świata. Z zamachem otwieram tę zaporę i odetchnąłem świeżym powietrzem. Odsuwam się i opieram o stół stojący nieopodal. Podchodzisz do mnie i stajesz za moimi plecami. Doskonale wiem co chcesz zrobić i bardzo mi się to podoba. Obejmujesz mnie i zawieszasz ręce na mojej szyi kładąc głowę na moim ramieniu.
Znowu patrzymy w tym razem już otwarte na oścież okno. Po chwili do naszego domu wlatuje barwny motyl i siada na moim drugim ramieniu. Tak właśnie pojawiłaś się niegdyś w moim sercu. Poczułem Twoje ciepłe usta na mojej szyi i jednocześnie szczęście w głębi serca. Motyl lekko drgnął, ale nawet się nie wystraszył, widocznie wyczuwał nasze dobre serca. Dopiero kiedy odwróciłem się w Twoją stronę, odlatuje bezszelestnie w kierunku liścia zieleni, leżącego na stole. Całuję Cię w usta i ....
C.D.N
i jak ?
Pią 23 Mar, 2007 21:24
Converse
oooooo fajne !
niezbyt ambitne ale jak ktos chce cos luznego zarzucic to naprawde fajne
gl
Pią 23 Mar, 2007 21:31
Tymboo
Fajne, jak zwykle Kamilloss! Ale poprzednie "części" były chyba troszkę lepsze. Że ci się chce to pisać... Ja jakby mi na polski nie zadali, to bym nawet nie wpadł na pomysł pisania takiej romantycznej historyjki.
Nie 25 Mar, 2007 10:28
Kamiloss
Skoro chcieliście wiersz to macie... sonet :
Noc szczęścia
Za oknem noc jakby ciemna, aksamitem uszyta suknia,
Popatrz w bawiące gwiazdy i na poświatę chmurzystą
Zobaczysz w nich lekkość i moją duszę dobrą i czystą,
Co oczom łzy szczęścia daje, teraz nie bądź już smutna.
Choć nie ma ciepła obok, pustka jest blisko Ciebie,
To ja myślą z wiatrem w twe okiennice cicho pukam,
Przez sen, półprzytomnie ciepłą myślą Ciebie szukam,
W ten sam czas, w tej samej chwili szybując po Niebie.
W złych chwilach dajesz memu sercu kroplę ukojenia,
Gdy czekam Twego szeptu, pocieszającego pocałunku,
Dajesz dłoń, a w niej pudełeczko miłosnego podarunku.
Jesteś mego serca, szczęściem słodkim napełnienia,
Uśmiechem i wiatru szelestem, jakby leciutkim powiewem,
Co harmonię wokół stworzył, dziś malutkim jeszcze krzewem.
i jak ?
Pon 26 Mar, 2007 07:15
vysoki
i jak ?
Nie czytałem, a znalazłem błędy interpunkcyjne Polecam nauczyć się, jak należy stawiać przecinki, bo to jest raczej ważne. I na przyszłość - wrzucaj raczej do jakiejś 'twórczości własnej' albo coś.
Sob 31 Mar, 2007 23:05
Kamiloss
I na przyszłość - wrzucaj raczej do jakiejś 'twórczości własnej' albo coś.
mam stworzyć taki temat ? Bo mam coś nowego i już w końcu nie wiem gdzie to wrzucić tutaj na forum
Sob 31 Mar, 2007 23:06
Jones
mam stworzyć taki temat ?
TAK, byle szybko!
Sob 31 Mar, 2007 23:21
MikeL
mam stworzyć taki temat ?
Już jest, ser chyba zakładał - poszukaj.
Sob 31 Mar, 2007 23:48
Kamiloss
Już jest, ser chyba zakładał - poszukaj.
szukałem ale nie znalazłem Założę taki ...
Sob 31 Mar, 2007 23:50
Kamiloss
no to następny mój tekst ciąg dalszy dwóch poprzednich z tematu "ach te kobiety.."
... i znowu cieszę się z wiosny, z tego słońca i z tego, że jesteś. W identyczną słoneczną pogodę jak dziś zakochaliśmy się w sobie, ale nawet nie muszę Ci tego mówić na głos - swoimi oczami wskazujesz, że znowu myślisz o tym samym, co ja. Lekko gładzisz mnie po policzku swoją dłonią i szepczesz, że ta data pozostanie w naszych sercach już na zawsze. Tulisz się do mnie, obejmując mnie.
Spoglądam znów w okno i w mojej głowie pojawia się szybka myśl , taka spontaniczna myśl. Znowu Twoje szaleństwo mi się udziela. Biorę Cię na ręce i usadawiam na parapecie, tak żeby Twoje nogi mogły się opalić na tym piekącym słońcu. Siadam obok Ciebie, opierasz głowę na moim ramieniu i razem spoglądamy na świat. Motyl, który przed chwilą jeszcze był zajęty swoim listkiem popłynął z powietrzem, przelatując neutralnie obok nas. Widocznie znudziło go bezczynne siedzenie w naszym domu.
Na dworze natura już dawno zbudzona z zimowego snu grała swoją melodię. Pracowite mrówki harcują i uwijają się, znosząc wszelkiej maści patyki do swojego nowego mrowiska. Wśród trawy, obok kwiatów przechadzają się dostojne żuki o chrząszcze. Z kwiatowych wielobarwnych kielichów daje się natomiast słyszeć bzyczenie pszczół. Drzewa osłonięte są pokaźną liczbą zielonych liści , podobnych do tego, leżącego na naszym stole. Na ich gałęziach na drobnych łapkach siedzą ptaki śpiewając w rytm pięknych, tylko im zrozumiałych melodii. Słychać też głodne pisklaki kłapiące swoimi dziobkami.
Zdawałoby się, że tej niezachwianej niczym harmonii nic nie zmąci. Coś się jednak wydarzyło. Obok drewnianego płotu nagle rozlega się głośne szczekanie, po czym mały kotek, jak oparzony przeskakuje przeszkodę i znajduje się wśród trawy, która przykrywa go całego. Sprytny futrzak wyciąga ponad zieleń swój ogon, co przypomina peryskop łodzi podwodnej. Kot faktycznie "pływał w trawie", co wyglądało dość śmiesznie. Po wielu zmaganiach w nowym nieprzyjaznym środowisku, napotkaniu groźnych chrząszczy i interesujących mrówek, kotek wyłania się i otrzepuje z trawy. Spogląda na nas swoimi błyszczącymi ślepkami i wskakuje na Twoje kolana, kuląc się w kłębek.
Uśmiechasz się i ...
CDN
i jak ?
Nie 01 Kwi, 2007 00:08
Jones
Lepiej, ale:
Nie 01 Kwi, 2007 13:39
ser pleśniowy
Już jest, ser chyba zakładał - poszukaj.
szukałem ale nie znalazłem Założę taki ...
Bo mój temat poszedł do archiwum, bo się w nim nikt nie wypowiadał!
http://markolf.pl/forum/viewtopic.php?t=2743[ Komentarz dodany przez: Jones: Nie 01 Kwi, 2007 13:46 ]
Czw 05 Kwi, 2007 12:21
SerafiN
otulone sa niezliczona liczba szmaragdowych lisci
A się poeta znalazł...
Co do tej historii - przydałby się powiew świeżości, bo wciąż to samo
Pią 06 Kwi, 2007 12:47
m00ka
Dobra, ja się przełamie...
Mój twór... jeden z wielu popełnionych
Słowiczą melodią bicia serc wiedziony
gdzie ciepło chłód zdołało już spowić,
odnajduję schronienie w Twoich ramionach,
by w błękicie oczu miłość dziś wyłowić.
Niebo rozlicza nas, i nas zbawia
wzburzoną taflą wody w uczuć oceanie,
nektarem, który na mych wargach pozostawiasz
zniewolonych gąszczem pocałunków Twych kochanie.
Podróżując rydwanem po tych myśli mostach,
sześć liter wyznacza kierunek w każdej chwili -
to tulące się do moich ust rozkosznie
imię Twe, delikatne jak skrzydła motyli.
Nie 08 Kwi, 2007 00:45
Kamiloss
Mooka -> tekst bardzo mi się podoba - chwali się takie podejście do tematu
a tu znowu coś mojego :
W sercu czuję wielki, choć łagodny, czerwony płomień,
Piszę ciepły list, atramentem swoich myśli i słów,
Przez okno wpada bezgłośnie i grzeje słońca promień,
Na wargach złoto, którego chcą, jak czystości połów,
Przez szkło wpatruję się w niebo przykryte śmietaną,
Na jej falach płynie, liśćmi okryty wielki balon,
Wokół mnie ziemia przepełniona jest pustką haftowaną,
Oczy me zajęte szukaniem, zwracają się na salon,
Zaglądam w każdy kąt swojego domu, trochę nerwowo,
Brakuje jednego szczegółu, najbardziej istotnego,
Ty nim jesteś i choć zdjęcie wygląda nieco znajomo,
Nie ma Cię teraz obok, życia elementu tak ważnego.
i jak ?
Wto 10 Kwi, 2007 20:28
m00ka
Kamiloss całkiem, całkiem...
Kolej na mnie... narazie nie o miłości, a o... sami się przekonajcie...
Bez życia,
suną po korytarzach eteryczne powłoki
skaleczone wrzecionem bytu...
...skomponowane z cierpień...
karmione bez końca iluzją bezpieki
to cienie przykute łańcuchami
beznadziei do łóżek.
Zewsząd otoczone zropiałym żalem
nie mającym ujścia...
metry bandaży...
dziesiątki igieł...
To wszystko się kończy, poza bezgłośnym szlochem,
który trwa...
i trwa...
Miliardy kropel wtłaczanych żyłami z zegarmistrzowską precyzją
odmierzają czas...
Tak, byle do jutra...
Może ono coś zmieni?
Ściany uginają się pod ciężarem łez,
szczególnie tych niewypłakanych,
zacieśniając się... tworzą pułapkę
z której TYLKO umarli znają wyjście...
Jednak tam, tam daleko w oddali
świetlista łódka przemierza
bezkresy morza smutku...
A w niej anioły dające nadzieję...
...niebiańskie istoty...
roztaczające niewidoczną aurę
matczynego ciepła...
i ojcowskiego spokoju.
...świetliste istoty...
Blask, przy którym nawet słońce
wydaje się takie blade.
Gdy zwątpimy zjawiają się
i otulają nas skrzydłami...
A wtedy...
...ukojenie gnieździ się w naszych sercach,
...przykryta delikatnymi piórami dusza zostaje
oczyszczona ze wszystkich lęków,
...łzy schną, rany się zabliźniają,
...po koszmarach skomponowanych z największych z bólów
pozostaje tylko wspomnienie,
...życie nasiąka sensem,
...a na szarej sztaludze istnienia
pojawiają się odcienie zieleni...
To znak, że nadzieja wychodzi nam na przeciw...
Wto 01 Maj, 2007 13:01
Kamiloss
mój nowy wiersz :
Bujając w obłokach
Uwielbiam snuć się w mych lekkich marzeniach,
Patrzeć w niebo przykryte srebrnym pyłem,
Słuchać cichego, wiosennego wiatru ukojenia,
Czuć spokój, za którym bardzo zatęskniłem,
Szeptać leśnemu duchowi, że chciałbym zobaczyć,
Jak dzień się rodzi i jak ze snu wolno wstaje,
Choć on zawsze się zastanawia co to ma znaczyć,
Bo o złocistej gwieździe słyszał tylko bajanie,
A wśród piękna natury tak czystej i zielonej,
Kocham patrzeć myślami w twe oczy błyszczące,
Co są znamieniem duszy błogo uszczęśliwionej,
Która pozwoli zapomnieć, że to marzenie gorące.
i jak ? ; ]
Wto 01 Maj, 2007 13:34
Slim
Heheh nie no fajne całkiem może być
Sro 02 Maj, 2007 17:23
Jones
Jak juz wczesniej pisalem w SB - wiersz napisany bardzo dobrym jezykiem. Nie mam wiekszych zastrzezen.
Mozna jedynie zastapic pare wyrazow:
- "Kocham patrzeć myślami w twe oczy błyszczące" -> slowo "patrzec" na "przenikac", ale to tylko moja subiektywna opinia
- "Słuchać cichego, wiosennego wiatru ukojenia" -> slowo "cichego" na "bezszelestnego"
- "Patrzeć w niebo przykryte srebrnym pyłem" -> slowo "srebrnym" na "ksiezycowym"
- "Czuć spokój, za którym bardzo zatęskniłem" -> slowo "czuc" nie bardzo mi pasuje i zastapilbym jes slowem "chlonac"
Lepiej Ci idzie pisanie wierszy niz krotkich opowiadan . Keep up the good work!
Sro 02 Maj, 2007 17:45
FoG
mi tylko jeden wers nie daję spokoju
Choć on zawsze się zastanawia co to ma znaczyć,
tak jakoś głupio brzmi i nie pasuje bo reszty utworu (tzn. słowa chyba źle dobrane), ale kto by mnie tam słuchał
Sro 02 Maj, 2007 17:53
Jones
No, moze troche niefortunnie dobral tu slowa. Jabym wywalil slowko "on" i bedzie gralo.
Czw 03 Maj, 2007 21:17
Kamiloss
mój nowy wiersz.. Jones szykuj się ....
Chciałbym uciec na skrzydłach szczęścia,
Troski swoje na zawsze zostawić,
Razem z Tobą gdzieś daleko szukać miejsca,
W którym mógłbym dobroć sprawić.
Gdy tam cichym szeptem przybędziemy,
Wiatrem słów wskrzesimy czas,
Wszelką miarą wreszcie żyć zaczniemy,
Nie rozdzieli nikt już nas.
Wtedy twardy lód skruszymy,
Uczuć płomień wnet zapłonie,
Zło szatana tym zniszczymy,
Bo cóż silne , gdy nas dwoje?
i jak ?
Czw 03 Maj, 2007 21:28
mafioso
mój nowy wiersz.. Jones szykuj się ....
Chciałbym uciec na skrzydłach szczęścia,
Troski swoje na zawsze zostawić,
Razem z Tobą gdzieś daleko szukać miejsca,
W którym mógłbym dobroć sprawić.
Gdy tam cichym szeptem przybędziemy,
Wiatrem słów wskrzesimy czas,
Wszelką miarą wreszcie żyć zaczniemy,
Nie rozdzieli nikt już nas.
Wtedy twardy lód skruszymy,
Uczuć płomień wnet zapłonie,
Zło szatana tym zniszczymy,
Bo cóż silne , gdy nas dwoje?
i jak ?
O, kurde aż się wzruszyłem, rymy idealne, wszystko gra, szczególnie ostatnia strofa, weź może jakiś tomik wydaj tych wierszy.
Czw 03 Maj, 2007 23:26
Jones
Bardzo dobry wiersz. W moim przekonaniu najlepszy jaki przedstawiles na Markolfie.
Jest tylko jedno "ale" : slowo "szatana" pasuje jak piesc do nosa.
Ja bym to zmienil na "nieznane" lub "ukryte".
Czw 03 Maj, 2007 23:27
Kamiloss
Bardzo dobry wiersz. W moim przekonaniu najlepszy jaki przedstawiles na Markolfie.
Jest tylko jedno "ale" : slowo "szatana" pasuje jak piesc do nosa.
Ja bym to zmienil na "nieznane" lub "ukryte".
zmieniam na nieznane.. Więc co rozwijam się ?
Czw 03 Maj, 2007 23:34
Jones
zmieniam na nieznane.. Więc co rozwijam się ?
Tak, jak pap... ekhm, tak rozwijasz sie . Twoje prace sa dojrzalsze i glebsze. Trzymaj sie pisania wierszy, dopiero pozniej pomysl nad opowiadaniami.
Sob 05 Maj, 2007 12:12
djsound
Skoro wszyscy bawią się w tworzenie okładek to i ja wrzucę coś od siebie Zgodnie z sugestią, w tym temacie a nie EKN.
1.Zrobiona na szybkiego

2.Odrobina klasyki. Uwaga - wydanie kasetowe (EDIT kurde - literówka. Później ją poprawię)

3. Kolekcja Ekstra Klasyki Next? Kto wie, może kiedyś...

4. Odrobina sportu.

5. Wszędzie ta przemoc, i seks...nawet w Mario.

6. Mam nadzieję że kiedyś zobaczymy to:

Sob 05 Maj, 2007 12:38
Quester
Heh ja sie przy moim GoW dużo więcej napracowałem .
Zamieszcze też tu i dodatkowo Farenheita, żeby nie było, że to samo w dwóch tematach :
GoW:

Fahrenheit (tu już się tak nie napracowałem ):

[ Komentarz dodany przez: djsound: Sob 05 Maj, 2007 12:40 ]
Sob 05 Maj, 2007 12:45
ukladanka
Faktycznie, zanim znajdzie się odpowiednie "materiały" mija trochę czasu. To już niedługo będzie pewnie dostępne:

To było łatwiejsze zadanie:

Sob 05 Maj, 2007 12:56
czesio
A potem ktoś tu wpadnie, nie przeczyta postów i pójdzie fama w net, o kolejnych tytułach
Sob 05 Maj, 2007 15:58
vysoki
A potem ktoś tu wpadnie, nie przeczyta postów i pójdzie fama w net, o kolejnych tytułach
No i o to chyba chodzi, co?
Sob 05 Maj, 2007 16:12
Termez
No to idę to zamieścić
Nie 06 Maj, 2007 10:04
miszelek
Widzę, że się bawicie w robienie okładek No to ja też zaprezentuje okładkę CDA mego autorstwa.

PS: okładkę robiłem bodajże pół roku temu
PS2: można dostrzec jedną pewną niedoróbkę (i wcale nie chodzi o nieprawidłową wielkość okładki)
[ Dodano: Nie 06 Maj, 2007 09:31 ]
Nie 06 Maj, 2007 10:38
m00ka
[ Dodano: Nie 06 Maj, 2007 09:31 ]
Nie 06 Maj, 2007 14:19
Quester
PS2: można dostrzec jedną pewną niedoróbkę (i wcale nie chodzi o nieprawidłową wielkość okładki)
2DVD
Jest też w wersji DVD
Dobry jestem, nie
Nie 06 Maj, 2007 17:16
miszelek
Pon 07 Maj, 2007 19:10
m00ka
Trochę prozy...
Marcin siedząc w restauracji czekał na zamówione danie. Z braku lepszego zajęcia zaczął obserwować zachowania klientów lokalu. Przy jednym ze stolików siedział niedbale ubrany siwy pan w okularach, około czterdziestki. Popijał leniwie kawę, czytając przy tym gazetę. Był tak bardzo pochłonięty lekturą, że nawet nie zauważył kelnera przynoszącego mu jedzenie. Najprawdopodobniej żona wyjechała i nie ma kto zrobić śniadania, dlatego spożywa posiłek poza domem – pomyślał, spoglądając na złotą obrączkę, niepoprasowaną koszulę i niedbale zawiązany krawat. Patrzył tak na niego kilka dobrych minut, lecz gdy w kółko wykonywał te same mechaniczne ruchy postanowiłem poszukać innego źródła zainteresowania dla swoich ciekawskich oczu. Wybór padł na matkę z kilkuletnim dzieckiem, które usilnie próbowało namówić rodzicielkę na jakiś słodki zakup, najprawdopodobniej firmowe ciastko, bardzo lubiane przez tutejsze brzdące. Mimo odmowy rodzica chłopiec nie dawał za wygraną, ciągnął matkę za spódnicę niesamowicie przy tym pojękując. Marcin raz jeszcze rozejrzał się po lokalu i spostrzegł, że nie tylko jego oczy były zwrócone w kierunku tego zdarzenia. Matka chłopca też musiała to zauważyć, ponieważ szepnęła coś na ucho dla swojej pociechy i natychmiast wrzaski ucichły. Zwycięzca wygodnie usadowił się obok mamy i czekał na ciastko nagradzające go za trud włożony w realizację swojego niecnego planu. Przebiegł wzrokiem ostatni raz po restauracji szukając kolejnego źródła zainteresowania, jednak kelnerka przerwała tą czynność przynosząc śniadanie.
- Dziękuję – powiedział i szybko zaczął spożywać posiłek.
Potrawa była znakomita. Ten sam od lat lokal, zawsze to samo danie. Przyzwyczajenia robią swoje. Znakomite – rozpływał się z zachwytu – niezbyt zdrowe, ale naprawdę smaczne, szkoda - włożył ostatni kawałek mięsa do ust – szkoda, że tak mało.
Wstał, z zamiarem wyjścia z restauracji, lecz nie mógł się poruszyć. Powodem była dziewczyna, która pojawiła się w drzwiach.
Ucieleśnienie najgłębszych pragnień…
Bogini otoczona skrzydlatym blaskiem…
Spełnienie marzeń każdego mężczyzny, i nie chodzi tu tylko o jej słodką twarz… idealną figurę…nieziemskie usta…, ale o oczy…oczy, i to co w nich zobaczyłem…
…spokój, niczym niezmącony jak na niebie nocą; oswobodzone wewnątrz gwiazdy, uporządkowany chaos…
Świetlista istota…
Anioł...…
Marcin stał dalej bez ruchu wpatrując się w nowoprzybyłą klientkę lokalu, z takim wyrazem twarzy jakby zastanawiał się, dlaczego pojawienie się TAKIEJ kobiety na ziemskim padole nie zakłóciło równowagi wszechświata.
Przybrana przez niego poza musiała wyglądać bardzo dziwnie, przykuła uwagę kelnerki, która z wielką gracją poszybowała między krzesełkami, po czym zatrzymała się przy jego stoliku.
- Coś jeszcze podać? – donośny, lecz bardzo delikatny głos dochodzący z prawej strony wyrwał Marcina z hipnozy.
- Eeeee – zająknął się – tak – odpowiedział, po czym szybko zerknął na rozłożoną kartę dań, otwartą na deserach i zamówił dwa kawałki szarlotki. Jakby zdziwiona szybkością jego reakcji pochwyciła swoimi piwnymi oczami kierunek, w którym chłopak nieprzerwanie wciąż patrzył.
Zobaczywszy dziewczynę cicho westchnęła: „faceci!” i obróciła się na pięcie i wróciła zrealizować zamówienie.
Wprawdzie nie miał ochoty na nic słodkiego, ale musiał cokolwiek zamówić, bo siedzenie przy pustym stoliku wyglądałoby nienaturalnie. Zwracanie na siebie uwagi jeszcze mi nie w głowie. Chciał mieć pretekst, aby jeszcze choć trochę popatrzeć na to przepiękne zjawisko siedzące dwa stoliki dalej.
Kupił sobie czas.
Sekundy pozwalające napawać się jej blaskiem…
Minuty, aby móc chłonąć radość z tej chwili…
Nieznajoma siedziała do Marcina bokiem, także był w stanie jeszcze raz spojrzeć jej w oczy. Jego wnętrze stało się polem bitwy, walka jaka w nim się toczyła przedstawiała uczucia jakie zawsze targają mężczyzną w takich chwilach.
Podejść, czy nie?
A jeśli kogoś ma?
Czy jestem w jej typie?
Może nie jest w nastroju, by zawrzeć nową znajomość?
Ucisk w żołądku, suchość w gardle, mokre od potu dłonie… typowe męskie objawy zdenerwowania widokiem pięknej kobiety, którą ma się ochotę poznać. Najpierw fascynacja, później stwarzanie problemów…
To przecież nie moja liga. Pewnie czeka na swojego chłopaka.
…sztucznych problemów.
Męska sekretna wymówka.
Muszę to zrobić.
Wziął głęboki oddech.
Druga taka okazja się nie przydarzy,
kolejny…
zaraz wyjdzie i będę tego żałował.
…i jeszcze jeden.
W międzyczasie podano ciasto, z bardzo przyjacielskim uśmiechem kelnerki na dokładkę. To trochę ośmieliło Marcina.
Trzeba iść za ciosem. Teraz,, albo nigdy. Wstał, rozejrzał się po pomieszczeniu, niczym skazaniec po twarzach zgromadzonych na jego egzekucji gapiów, czekając na cud. Trzymajcie za mnie kciuki. Chwiejnie ruszył w kierunku stolika zajmowanego przez
- Mogę się przysiąść? – zapytał Marcin z nutą nadziei w głosie.
Kamiloss dopiszesz dalej?
Pon 07 Maj, 2007 19:58
Kamiloss
- Dosiąść ? Nie ma problemu
Marcinowi kamień spadł z serca i wpadł do rzeki zapomnienia, a on jeszcze słyszał echo jego donośnego plusku. Z lekkim uśmiechem na ustach i wielką dumą na ustach usiadł obok obiektu sennych marzeń i najskrytszych pragnień. Nie mógł uwierzyć, że mu się udało i było to takie proste. A co najważniejsze to nie był sen...
- Halo żyjesz – dziewczyna szturcha go łokciem.
- Ach tak, tak , zamyśliłem się. Jestem Marcin a Ty ?
- Agnieszka, mówiłam przecież..
- taa... masz ochotę na ciasto ?
- W zasadzie przyszłam tu zjeść dobre śniadanie, ale od dawna miałam ochotę na coś słodkiego. Chętnie !
Kelnerka nagle – jakby z nikąd pojawia się przy stolikiem z zamówionym deserem. Z ironicznym uśmiechem stawia talerzyki na stole i odchodzi. Marcin cieszy się z kolejnego zwycięstwa, choć było to prostsze niż by przypuszczał. Wszystko nagle się spełnia, to wszystko co dobre i piękne nagle staje się powoli – ale jednak – rzeczywistością. Niemal tak niemożliwą jak w książkach czy romantycznych filmach. Jednak nie mógł być pewny, jak dalej potoczą się wydarzenia i czego może się po niej spodziewać. Nie wiedział jakie jest jej wnętrze, ale miał nadzieję, że jest równie tak barwne jak jej piękno zewnętrzne, którym urzekła go w jednej chwili, w czasie kilku sekund.
- Co tu robisz o tak wczesnej porze?
- Jadłem śniadanie jak zawsze, a co robi tak interesująca dziewczyna jak Ty ?
- Interesująca powiadasz... Przechodziłam obok i mój brzuch dał znać o sobie. Pomyślałam, że nie mogę go zawieźć. Poza tym nigdy tu wcześniej nie byłam.
- Rozumiem (chyba zrobiłem na niej dobre pierwsze wrażenie – a to już połowa sukcesu – myśli Marcin ) Może soku ?
- Chętnie, ale pozwolisz że ja zamówię coś do picia ?
- Oczywiście
Kelnerka jakby czytając w myślach dziewczyny, znowu nagle pojawiła się przy stoliku...
- Słucham. Czym mogę służyć?
- Ja chciałam Cappuccino, a dla Ciebie Marcin sok? (kiwam z uśmiechem głową) Tak sok.
- Dobrze już się robi. – po tych słowach kelnerka ulatnia się
Marcin wpatruję się w bóstwo siedzące obok niego. Nadal ma wrażenie, że to wszystko po prostu mi się śni. Próbuje szczypać się w rękę, ale boli go, a to znak, że...
- Czym się zajmujesz ?
- Ja ? Studiuję Socjologię.
- Taak ? to ciekawe, bo ja też chciałam iść na takie studia, ale w ostatniej chwili zdecydowałam, że to jednak nie dla mnie.
- Jeżeli nie Socjologia, to co Cię bardziej przyciągnęło ?
- Prawo, odkryłam, że to coś dla mnie
- To dość wymagający i trudny kierunek, jak sobie z tym radzisz?
- Nie mam problemów wszystko mi dobrze idzie i jest to bardzo interesujące.
Ambitna dziewczyna. Wydaje się nader sympatyczna i niegłupia. Muszę być wielkim szczęściarzem, że też nikt wcześniej nie sprzątnął mi jej sprzed nosa. Dobrze, że nie mam problemów choć raz w życiu
- Opowiedz mi coś o tej socjologii..
m00ka – kontynuuj
Pon 07 Maj, 2007 20:26
koptus
offtop on
Kamiloss -> powiedz mi tylko czy masz dziewczynę? Jezeli tak, to czy piszesz jej wiersze?
Pon 07 Maj, 2007 20:44
m00ka
Zastanawiałaś się kiedyś dłużej nad tym, że nawet w tej chwili dzieje się nieskończenie wiele rzeczy? My tu siedzimy i sobie rozmawiamy, a każdy z osobna klient tej restauracji żyje własnym życiem. Niby oczywiste, ale zastanowiłaś się wogole kiedykolwiek co może w tej chwili czuć, co myśli?
- Czasami się zastanawiam ale jakoś dłużej nad tym nie myślę - zrobiła pauzę i przygryzła wargę.
Marcin kontynuował:
- Należy czasami spojrzeć na otaczających nas ludzi, aby zobaczyć że idą przez świat zagubieni, niby popychani wciąż przez przeznaczenie, czasem dobre, czasem złe, nie mają nawet pojęcia o tym co się z nimi dzieje. Spojrzenie jednak nie wystarcza... Trzeba ich usłyszeć, a więc pozwolić im mówić... mówić o sobie, o otaczającej ich rzeczywistości. Używają określeń często bardzo płytkich... powierzchniowo analizują świat co pozwala nam stwierdzić, że ich poglądy nie odzwierciedlają wcale rzeczywistości, mimo że oni sądzą że tak jest. Od dawna wiadomo że życie to chaos, w którym człowiek jest zagubiony, szuka wciąż celu... jakiejś przystatni na której mógłby choć na chwilę się zatrzymać zmęczony codzinnością i pogonią za przyziemnymi przyjemnościami. Szuka tego, bo każe mu instynkt, czegoś czego mógły się trzymać i wskaże coś o czym będzie mógł myśleć zasypiając i budząc się... Ale dość już o tym... Widzę, że zasypiasz...
Przerwał.
Agnieszka siedziała z łokciami na blacie mahoniowego stolika, podpierała dłońmi pochyloną delikatnie w lewo twarz. Dopiero teraz Marcin zobaczył nienaganny makijaż.
Wyglądała cudownie... Mrużyła swoje zielone oczy jak kot...
- Nie, nie przerywaj to bardzo ciekawe - położyła na jego dłoni swoją dłoń i uśmiechnęła się.
Marcina przebiegł dreszcz podniecenia. Odwzajemnił uśmiech i kontunuował:
- Ten kto sie czuje się prawdziwie zagubiony, ten gubi się bezpowrotnie, a więc nigdy nie odnajdzie siebie samego. Pomocą w uporządkowaniu życia jest właśnie socjologia.
Socjologia uczy nas myśleć głębiej nad życiem nie tylko własnym ale i życiem w społeczeństwie... w zgodzie z nim, tak aby odnaleźć tam swoje miejsce i czerpać z tego radość. Uczy nie tylko dbać o siebie ale i o innych których życie postawi nas na ich drodze...
Znowu przerwał.
- I to taki ogólny zarys tego co mi tam wpajają...
Zaśmiała się - dobry znak.
- Bardzo interesujące... - mówisz to wszystko z taką pasją, czujesz to o czym mówisz, a my kobiety znamy się na tym, wierz mi. Zaintrygowałeś mnie.
Wstała.
- Wybacz mi na chwilę - muszę iść do toalety. Podniosła torebkę z krzesła obok i odwracając się z niebywałą gracją udała się w zamierzonym kierunku.
Pon 07 Maj, 2007 22:16
Kamiloss
Kamiloss -> powiedz mi tylko czy masz dziewczynę? Jezeli tak, to czy piszesz jej wiersze?
przejrzyj ten temat - tu jest kilka moich wierszy i opowiadań. Ale odpowiem Ci : Tak mam dziewczynę i piszę dla niej wiersze. Jeszcze jakieś ptrania ?
a tu dalszy ciąg ...
Marcin rozgląda się po lokalu. Czuje, że jego policzki są krwisto czerwone i palą się z wrażeń, których przed chwilą doświadczył. Słyszy bicie.. nie ... łomot własnego tkliwego serca, które chce wyjść z jego ciała. Jego dusza zdaje mu się znacznie lżejsza, niż zanim tu wszedł. Wszystko nabrało nagle barw. To zasługa tej jednej przepięknej dziewczyny, która studiuje prawo. Pierwszy raz jakaś przedstawicielka płci pięknej słuchała jego wywodów z takim zainteresowaniem i skupieniem. A może to były złudzenia? Może po prostu chciała być miła? Niee nie może psuć sobie tej dobrej chwili. Nie w takim momencie i nie przez samego siebie, nie przez kretyńskie obawy, czy przypuszczenia. Musi być mocny tak jak kiedyś to postanowił. Tylko, że teraz nie może się złamać , czy załamać, musi dopełnić się jego szczęście. A może już ich szczęście ?
Powoli sączy sok z wysokiej szklanki. To jedyna rzecz, która daje mu teraz choć odrobinę ochłody.
- Już jestem
- tak widzę, wszystko w porządku?
- chyba tak.
- chyba ?
- niezupełnie. Wiesz nigdy wcześniej nie znałam kogoś podobnego do Ciebie.
- Naprawdę?!
- tak, powiem więcej, chciałabym bliżej Cię poznać
- ale ja .. ja
Serce waliło mu jak młot. Nagle całe życie przebiegło mu przed oczami. Przypomniał sobie tamten pociąg, którego gonił i łzy cieknące mu po policzkach. Tak chciał to wtedy odwrócić, a teraz tak z niczego ktoś chce mu to dać. I jest to właśnie ona – pragnienie jego lekkiej duszy. Ten promień słońca co oświetlił jego świat i rzeczywistość. Ukojenie nerwów, które teraz szaleją jakby chciały wyrwać jego serce i pozbawić go życia....
- tak ? coś się stało ?
- nie ja też bardzo... też chcia...chaiłbym Cię poznać.... Tylko..
- boisz się?
- tak czytasz mi w myślach...
- to nic trudnego , cały drżysz – Agnieszka chwyta go za rękę. Drgawki mu przechodzą...
- ale kiedy ? Jak Gdzie ?
- o to się nie martw daj mi swój nr telefonu a ja dam Ci znać, jak będę mieć chwilę ok.?
- jasne dziękuję Ci
- nie musisz...
Teraz Marcin siedzi sam, obok leżą dwa puste talerzyki po deserze. Myśli co zrobić, a raczej jak pokazać się Agnieszce, żeby ta poznała go tak dogłębnie, jak on tego pragnie...
No możesz działać m00ka
Pon 07 Maj, 2007 23:20
m00ka
Skinieniem głowy poprosił o rachunek, uregulował go i wyszedł z restauracji. Chłodny powiew wiatru zmusił go do zapięcia marynarki. Włożywszy ręce do kieszeni zaczął zastanawiać się o tym co wydarzyło się kilkanaście minut temu. Uszczypnął się i syknął z bólu... Jednak to nie był sen. To wydarzyło się naprawdę. Od niepamiętnych czasów spotkało go takie szczęscie. Mówią, że po nieszczęściu przychodzi szczęście. Tak dla wyrównania rachunku...
Marcina życie nigdy nie rozpieszczało. Do dziś... Dzisiejszy dzień wszystko zmienił. Ktoś na
górze spojrzał na niego łaskawszym okiem. Cholernie cieszył się z tego powodu.
Niedawno spotkał anioła. Wspominał teraz każdą sekundę ich spotkania. To jak patrzył na jej usta wstrzymując oddech, marząc o choć najkrótszym ich pocałunku. Każde uniesienie jej warg w uśmiechu, obnażenie równych koronek zębów, w których słońce wpadające nieśmiało przez świetlik restauracji, kochało się przeglądać, wstrząsało jego małym sercem, zatrzymując je na krótki moment.
Chwile lecz teraz pojawiły się watpliwości... Czy zadzwoni? Czy wzięła jego numer aby się go w ten sposób subtelnie pozbyć? Kiedy da znać? Czy wogóle to nastąpi? Czy zrobił wszystko aby właśnie tak się stało? Może popełnił jakiś błąd? Strzelił jakąś gafę? Setki pytań, na większość odpowiedzi brak. Niestety tak to już jest. Trzeba czekać. Czas pokaże.
Słońce już dawno zaszło lecz Marcin nadal spacerował co chwilę nerwowo zerkając na komórkę. Zatrzymał się w parku, oparł się o masywny pień drzewa. Spojrzał w niebo... Zobaczył gwiaździsty koncert... gwiazdy wtulone w granatowy puch sklepienia śnią o tej jedynej gwieździe... tej którą dziś dane było mu spotkać - głowną bohaterkę tego niebiańskiego spektaklu... tak pięknej, że pozostałe gwiazdy zatrzymują się by popatrzeć... każdej nocy takiej jak ta.
Otulony tymy słodkimi myślami pogrążył się we śnie... Osunał się na miękką trawę i pozwolił aby Moreusz porwał go w swoje objęcia.
Nastała cisza… złowroga, pełna napięcia. Czyżby to była ta przed burzą? Zachmurzone niebo i jesienna aura jeszcze potęguje to wrażenie… z każdą minutą coraz bardziej i bardziej.
Mijały tak minuty aż płasz ciszy przeciął monotonny dźwięk telefonu dobiegający z jego kieszeni...
Wto 08 Maj, 2007 10:24
Kamiloss
- Halo ?
- Cześć to ja Agnieszka
- no cześć... szybko zadzwoniłaś
- To chyba dobrze, prawda?
- tak, owszem
- Poza tym nie umiałam się doczekać ... Myślałam o tym wszystkim co mi mówiłeś i...
- i ?
- i chciałam się spotkać, tylko za bardzo nie wiem gdzie..
- może w parku ? – Marcin chciał wykorzystać miejsce, w którym się znajdował..
- Hmm to dobry pomysł, za 10 minut tam będę
- Będę czekał obok fontanny
- ok. cześć
Zamknął oczy. W myślach wyobrażał sobie jak ona już siedzi obok niego i może cieszyć się jej widokiem i jej czystą i świetlistą poświatą. Zastanawiał się czy tam w lokalu miała skrzydła, ale jakoś nie umiał sobie przypomnieć.
- Pewnie schowała je – inaczej już dawno ktoś by to zauważył – wyszeptał do siebie i podreptał w kierunku fontanny. Jest wielkim szczęściarzem. Nie wie bowiem co wywołał w sercu Agnieszki. Nie wie o jej słodkiej tajemnicy, którą trzymała dla takiego faceta jak on. Mimo wszystko, czuł, że ona jest wyjątkowa, inna niż wszystkie dziewczyny, które poznał dotychczas w swoim życiu. Coś mówiło mu, że przy niej zazna szczęścia. Nawet zdawało mu się, że poznał lekką cząstkę tych pozytywnych uczuć. Tak bardzo chciał poczuć się jak w niebie, a raczej w jej objęciach, bo to właściwie musi tak samo wyglądać...
- Cześć – stała przed nim ta poświata, o której myślał, cudowna
- Cześć – fajnie wyglądasz – Marcin nie miał co do tego żadnych wątpliwości
- To dobrze, że Ci się podobam taki miałam zamiar
- zam...
Położyła palec na jego ustach i pogładziła po policzku, a on poczuł się znowu tak lekko i nagle jakby wszystkie pytania, które wcześniej go męczyły odeszły i stały się bezpodstawne.
Podszedł to fontanny i zmoczył palec, aby potem krążyć nim po jej policzku. Uśmiechnęła się. Ona też czuła się inaczej niż dotychczas. Chciała, żeby to spotkanie było równie wyjątkowe jak tamto przy ciastku. Równocześnie wiedziała, że takie właśnie będzie...
- opowiedz mi co myślisz o tych gwiazdach nad nami ?
Wto 08 Maj, 2007 16:28
m00ka
- Gwiazdy zobaczyłem w Twoich oczach niedawno w restauracji... o tych na górze nie ma co wspominać gdyż już i tak się zawstydziły patrząc na Ciebie... tak jak ja wtedy. Podobnie tak one wydawałaś się niedostępna. Ale jak widać tylko pozornie... teraz mogę wszystkim mówić, że po raz pierwszy tak naprawdę dosięgnąłem gwiazd.
Na jej twarzy ponownie zawitał uśmiech...
- Uwielbiam Ciebie słuchać. Proszę, opowiedz coś więcej o nich.
Marcin wziął głęboki oddech aby uspokoić skołatane serce po czym zaczął:
- Wczoraj wieczór jak patrzyłem na gwiazdy zgromadzone na niebie jak zawsze było tłoczno... lecz już nigdy tak pięknie... Jedna z bohaterek tego gwiezdnego spektaklu była inna niż wszystkie. Była najwspanialszą ozdobą gmachu nocy.. Świeciła ona najjaśniej, a przy jej blasku księżyc stawał się blady, a pozostałe gwiazdy, nawet razem wzięte stanowiły tylko cień jej piękna... Tej nocy widziano ją na niebie po raz ostatni... Dziś - spojrzał w górę i na kilkanaście sekund zamilkł - dziś jej nie widzę.
Spuścił wzrok.
- Dziś rano padało - kontynuował - spadały z nieba krople... Wbrew pozorom nie był to deszcz, ale łzy. Teraz to wiem. To płakało niebo ponieważ straciło swą najpiękniejszą gwiazdę... Ciebie! Spojrzał na nią, siedziała teraz do niego bokiem, odwróciła głowę wbijając wzrok w ziemię tak jakby szukała tam odpowiedzi...
Była taka piękna...
Marcin oparł łokieć na marmurowej rzeźbie, zamykając tym samym swoje roztrzęsione dłonie w uścisku. Nachylił się, aby poczuć jej bliskość, ciepło jej aury dodającej otuchy...
- Piękne - rzekła, pełna zachwytu. Oczy jej błyszczały z zachwytu - Hmm, nigdy nie poznałam kogoś takiego jak Ty. Wrażliwość na otaczającą rzeczywistość. Bardzo cenię to u ludzi. Cenię bo coraz rzadziej się coś takiego spotyka. Myślałam, że już nikogo takiego nie spotkam... ale życie jak widać potrafi zaskoczyć. Wydajesz się tak bliski memu sercu.
W tej samej chwili przed oczyma przebiegło całe życie. Wrażliwość - nie patrzył kiedyś na nią jak na dar. Widać taki już jego los...Innych szczęście, jego cierpieniem. Poświęcenie... dla innych... bezinteresowność... wyniszczająca go od środka. Taki emocjonalny tampon, chłonący wszystkie brudy tego świata. Wrażliwość w dwudziestym pierwszym wieku nie ma prawa bytu, dopóki są ludzie wykorzystujący ją przeciwko niemu. Pamięta to wszystko jakby zdarzyło się wczoraj. Pamięta, jednak nie zamierzał z tego rezygnować. Taki się urodził. Inny. Lecz nikt mi nie powie, że mam się ograniczać, bo jest inny. Że ma swoją inność zamknąć w słoiku, postawić na półce w piwnicy i poczekać, aż skiśnie. Wierzył, że kiedyś zostanie mu to wszystko wynagrodzone. Dziś nadszedł ten dzień, dziś przyszła taka noc...
Agnieszka niespodziewanie wstała. Wyciągnęła do niego prawą dłoń.
- Chodźmy - powiedziała.
- Gdzie? -
- Zobaczysz...
Chwyciła go oszołomionego za rękę. Wstali i chwilę później ich sylwetki pochłonęła ciemność.
Wto 08 Maj, 2007 20:01
Kamiloss
Trzymał się kurczowo jej ręki, ufając, że ta zaprowadzi go do ciekawego miejsca. W jego głowie pojawiło się tych miejsc multum. Mogło to być kino lub znowu jakiś lokal. Może teatr , skoro tak docenia piękno duszy i wrażliwość? Nie pogardziłby żadnym z tych miejsc, nie spodziewał się jednak, że tak szybko zaprowadzi go do ....
- Tutaj mieszkam, podoba Ci się ?
Jej dom stał na wielkiej posesji. Choć on nie był sporych rozmiarów, za to większą część działki zajmował piękny ogród za masą owocowych i drzew. Marcinowi zdawało się, że rosną tam owoce całego świata. Część miejsca zajmowały też uprawy warzyw i kwiatów, a te bardzo mu się spodobały. Mimo że było ciemno przed domem było wszystko widać, porozstawiane były tu i ówdzie małe latarnie i dziwne podobne do świeczników lampiony. Gdzieś z boku stała też studnia. Całe miejsce wytworzyła w Marcinie bardzo pozytywny wpływ.
- Jeszcze pytasz? Przepięknie tutaj, znowu czuję się tak lekko, jakby unosiły mnie skrzydła.
- Ja też czuję się podobnie, kiedy nie raz tutaj przebywam.
- A te warzywa i owoce? Zaprawiacie jakieś kompoty czy inne przetwory dla siebie ?
- nie tylko, większość sprzedajemy innym ludziom, taki nasz rodzinny interes
- Dlaczego jednak nie chciałaś tego kontynuować, tylko wybrałaś kierunek na prawo ?
- Bo mojego ojca kiedyś taki człowiek bardzo oszukał i mój Tata wytoczył mu sprawę w sądzie, ale przegrał, bo jego prawnik był niedoświadczony. Właściwie to nie miał pojęcia o tym zawodzie. Do tego był bardzo drogi. Postanowiłam być rodzinnym prawnikiem, a może nie tylko rodzinnym ? – Agnieszka lekko się uśmiecha, a Marcin w momencie odwzajemnia ciepły uśmiech
- Rozumiem
- Może wejdziemy do domu ?
- A Twoi rodzice ?
- Wyjechali na tydzień, załatwiają jakiś kontrakt. To jak ?
Wto 08 Maj, 2007 20:52
m00ka
Weszli do środka. Naokoło panowała nieprzebyta ciemność. Jednolita czerń wylewała się z każdego kąta ogromnego pomieszczenia. Agnieszka idąc w lewo na chwilę go opuściła. Marcin stał w niewielkim kręgu światła pochodzącego od księżyca i wpadające przez otwarte jeszcze drzwi gdyż wszystkie okna były zasłonięte masywnymi kotarami. Nie wiedział gdzie się znajduje, toteż bał się zrobić krok w ciemność. Miał wrażenie, że go pochłonie, i że stojąc właśnie tutaj znajduje się w jedynym bezpiecznym miejscu, że dopóki się nie poruszy, nic mu nie zagraża. Wiedział, że to tylko złudzenie i miejsce nie ma w tym wypadku najmniejszego znaczenia, ale światło dawało mu niewielki komfort psychiczny i pewne poczucie kontroli nad zaistniałą sytuacją.
Sekundę później coś zaiskrzyło i mrok ustąpił miejsca światłości.
Nagła zmiana oświetlenia oślepiła Marcina. Mechanicznie zamknął oczy. W tej samej chwili poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odwrócił się na pięcie w mgnieniu oka. To była Agnieszka.
- Czemu tak zbladłeś? - zapytała z troską w głosie.
- Ciemność czasami mnie przeraża - nie ukrywał swoich lęków, lecz nie miał zamaiaru o nich teraz więcej mówić - gdzie byłaś? - zapytał zmnieniając temat.
- Podczas ostatniej burzy szlak trafił instalację elektryczną. Nie mamy połączenia z elektrownią, a władze miasta jakoś nie spieszą się aby to zmienić. Więc zainwestowaliśmy we własną prądnicę. Przepraszam, że tak bez słowa Ciebie zostawiłam, ale chciałam jak najszybciej rozświetlić to pomieszczenie. Mamy dużo wspólnego. U mnie też ciemność powoduje mały dyskomfort - zaśmiała się.
- Wydawało mi się że było już rozświetlone Twoim blaskiem. Żadne sztuczne światło nie było potrzebne - powiedział to bez mrugnięcia okiem. Brzmiało bardzo szczerze.
- Słodki jesteś - zatrzepotała długimi rzęsami - chodźmy na górę, chciałabym Ci coś pokazać.
Mówiąc to postawiła już jedną nogę na pierwszy stopień. Marcin długo się nie zastanawiając ruszył za nią po schodach.
Sro 09 Maj, 2007 22:14
Kamiloss
Wchodził powoli, lecz stanowczo po kolejnych stopniach. Wiedział że zbliżał się do jakiegoś większego pomieszczenia i zastanawiał się, czy to jej pokój czy może sypialnia rodziców. Znowu wokół zrobiło się ciemno. Powoli przesuwał się, po omacku szukając drogi, choć wiedział doskonale, że ta jest tylko jedna. Kiedy był już na górze otworzył drzwi. Jego oczom ukazała się jasna poświata. Trochę się zląkł, ale szybko pomyślał, ze to jest to co Agnieszka chciała mu pokazać. Po chwili okazało się, że nie mylił się....
- Boisz się ?
- Trochę. Dlaczego zgasło światło?
- Przecież wiesz, czułeś od początku
- Chodzi o... o te skrzydła ?
- Tak
Wokół Agnieszki wirowała poświata jakby była gwiazdą, było to niemal oślepiające światło. Dla oka Marcina jednak nie była to aż taka przeszkoda, żeby w tym blasku znaleźć skrzydła. Ciekawiło go dlaczego wtedy w lokalu ich nie widział. Może faktycznie miała je jakoś schowane. W każdym bądź razie pierwszy raz w życiu widział coś takiego. To było niesamowite. Jednocześnie od tej chwili powiedzenie, że to anioł, czy gwiazdka z nieba nabrały nowego zupełnie innego oblicza... Jednak coś było nie tak z jednym skrzydłem. Wyglądało jakby było nadgryzione, czy może uszkodzone. Na pewno była to rana, która musiała sprawiać Agnieszce ból.
- Ale skąd one się wzięły i dlaczego jedno jest zranione ?
- Kiedyś kilka lat temu spotkałam pewnego faceta. Było wtedy bardzo późno i ledwo widziałam drogę. Szłam wtedy od koleżanki. Zapytał mnie kim jestem, a jak chciałam go ominąć, spotkałam go ponownie. Powtórzyło się to kilka razy a kiedy powiedziałam mu kim jestem, chciałam iść w spokoju, ale czułam się jakby ktoś związał mi nogo. Ten facet .. nie widziałam jego twarzy powiedział, ze raz na kilkadziesiąt lat ktoś „z góry” wyznacza jedną kobietę na anioła. Nagle wyrosły mi te skrzydła. Ale po chwili dodał, że to nie jest za darmo i przeciął jedno skrzydło nożem. Bardzo mnie to bolało i uciekłam do domu. Nie potrafiłam pozbyć się tej rany przez miesiąc, aż pewnej nocy przyśnił mi się ten sam facet i powiedział, że na świecie jest jeden mężczyzna o królewskim umyśle, który jest lotny jak ptak i tylko on jeden będzie potrafił odnaleźć we mnie anioła. I to właśnie on uleczy moje skrzydło.
- Mam więc przez to rozumieć, ze to ja jestem tym człowiekiem o królewskim umyśle ?
- tak czuję
Marcin dotknął jej skrzydła, a część gwiazd, które ich otaczały weszły w skrzydło powodując, ze rana się zagoiła. Agnieszka uśmiechnęła się i zmrużyła oczy.
Czw 10 Maj, 2007 11:13
m00ka
- Pozwól, że teraz ja Ci pomogę...
Zbliżyła się do niego chwyciła dłońmi jego głowę. Poczuł najpierw ciepło.
Czuł się wspaniale.
Jednak chwilę później temperatura jej rąk zaczęła wzrastać. Z początku to co sprawiało przyjemność teraz powodowało cierpienie i ogromne przeszywające jego ciało spazmy bólu. Cały się gotował...
- Przestań – krzyknął.
- Nie mogę – odpowiedziała spokojnie – uwierz, to dla Twojego dobra.
Chciał zapłakać, jednak nie mógł, bo łzy zanim zdążyły zacząć swoją podróż już wyparowywały. Marcin zacisnął powieki... Czuł, że zaraz eksploduje...
- AaaaaaaAAaAAAaaAAAAAaaa...
Chłopak otworzył oczy, lecz oślepiony jaskrawym światłem po chwili znów je zamknął. Jakieś kształty zamajaczyły mu w oddali. Chciał krzyknąć, jednak nie mógł wydobyć z siebie żadnego słowa. Im bardziej starał się coś zrobić tym mocniej cisnął go przedmiot założony jednocześnie na usta i nos.
Bezskutecznie spróbował się podnieść, jednak zakręciło mu się w głowie.
Gdzie jestem?
Zebrał wszystkie siły i próbował sobie przypomnieć cokolwiek, jakiś szczegół, wskazówkę, która pomogłaby mu znaleźć odpowiedź na to pytanie. Bez efektu.
Jak się tu znalazłem?
Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
Boże, dlaczego tu jest tak cholernie jasno?
Ponownie poczuł, że jego głowa za chwile eksploduje. Nie znosił tego bólu. Ale ten chyba wręcz odwrotnie, kochał go i nie opuszczał na krok... Gdy Marcin zasypiał ten przy nim czuwał, gdy budził się on witał go kolejnym spazmem przeszywającym całe ciało...
Kochanek idealny...
Sufit miał taki zielony kolor, który zmieniał się z każdym mrugnięciem powiek, błyszczał barwami tęczy. Dziesiątkami kolorów. Światło odbijało się od niego tworząc magiczne wzory… Różnorodne kształty. Czegoś takiego jeszcze nie widział. Gdzieś w oddali zobaczył lampę przyczepioną do białego sufitu, była niewiarygodnie wysoko. Kiwała się na boki rozpraszając swym białym światłem pozostałe kolory. Jej promienie tak niesamowicie spływały z niej, każda kropla w innym kierunku i obraz zanikał, gubił się w tym niesamowitym deszczu... Chłopak uniósł rękę jakby chciał je dotknąć. Była taka nie i zamazana na tle tego jaskrawego pomieszczenia.
- Marcin, Marcin – przerwa, westchnienie – Nareszcie się przebudziłeś. Usłyszał znany głos z oddali...
Próbował sobie przypomnieć do kogo należy, jednak nic nie przychodziło mu do głowy poza narastającą falą ciśnienia powodującą nieznośny ból, który rozrywał mu czaszkę.
Trwało to jeszcze chwilę, po czym rozmazane wcześniej kształty zaczęły nabierać ostrości... Zobaczył kobiece zarysy.
Zląkł się.
Tamta świetlista postać była tylko snem.
- Poznajesz mnie? – zapytała?
Tak poznał ją... Ale nie dopuszczał do siebie myśli, że to jest możliwe... Zamrugał oczami. Zamykał powieki i otwierał na przemian. Ona nie znikała. A jednak nie była tylko snem. Przy jego łóżku stała Agnieszka.
- Jak się czujesz? – westchnęła...
- Co??? Jak to możliwe?!! Zostaw mnie w spokoju – krzyknął Marcin i niespodziewanie zerwał się z łóżka - to moje życie. Kopnął szpitalny stolik, a ten z impetem uderzył o ścianę – ja zwariowałem... Ja... jakim cudem? Co mi zrobiłaś?!!!
Wciąż tylko pytania i pytania. Miał tego dość. Kiedyś liczba moich pytań równała się liczbie odpowiedzi - teraz tych pytań jest znacznie więcej, a odpowiedzi brak.
- Ja? – zapytał anioł – tak to nazywasz??? Stoczyłeś się chłopcze... na samo dno... Już zapomniałeś? Litry alkoholu, niezliczona ilość fajek, znajomi tylko na jeden wieczór, strzykawka, lekkie ukłucie i odlot... Każdego dnia to samo. Ostra jazda bez trzymanki w dół... Czy wiesz, że sprowadziłeś cierpienie nie tylko na siebie, ale także na inne osoby, które cię kochają?...
- To moje życie... - krzyknął.
- Ty to nazywasz życiem?
Szał Marcina nie miał końca, rozbijał pięści o ściany, rzucał tym, co miał pod ręką. Chciał zniszczyć wszystko. Wiedział doskonale, że z sobą już dawno to zrobił, teraz nadeszła kolej na otoczenie.
- Jedynym pocieszeniem jest to – przerwała na chwilę, gdyż zagłuszył go dźwięk tłuczonego wazonu – jest to, że niżej już nie spadniesz. Tego możesz być pewien.
Krzyczał dalej...
Chciał zebrać w sobie wszystko to, co niepotrzebne i zniszczyć. Cały skrywany gniew, nienawiść, wściekłość, smutek, rozczarowania, żal. Wszystkie tłumione wewnątrz negatywne uczucia zebrać i wyrzucić poza siebie. Niech nigdy nie wracają. Nie chce ich. Nikt ich nie chce. Usunąć je z siebie, przegnać tym wielkim, strasznym, niepowstrzymanym krzykiem. Dać im upust, niech znikną...
Marcin chwycił do ręki krzesło, chciał roztrzaskać je o ścianę... Wziął zamach...
...nagle...
...coś w nim pękło. Postawił delikatnie krzesło na ziemię, cofnął się o krok i upadł na kolana, wtulił twarz w dłonie i zaczął płakać. Niczym nieskrępowany, płacz - ujście dla wszystkich smutków, brudów nagromadzonych w jego duszy.
To było mu potrzebne. Jak nigdy nic...
Ma rację.
Marcin przez rok szukał ucieczki w łatwych dziewczynach i narkotykach, z czego te pierwsze wydawały się wręcz niewinną rozrywką w porównaniu z pogłębiającym się nałogiem. Wiedział, że to „białe [ciach]” go kiedyś zabije, ale on nie bał się śmierci. Już nie. Przestał patrzeć na nią jak na mroczny koniec. Śmierć przybrała obraz wybawienia, ratunku od szarej rzeczywistości.
- Przepr… aszam – z trudem przeszło mu przez gardło. Głos mu się załamywał, zapomniał jak to jest, gdy się wypowiada to słowo.
Raz po raz jego ciało musiało znosić przeszywające spazmy bólu, który, mimo iż teoretycznie powinien pobudzać i przywrócić resztki świadomości, spychał go jeszcze głębiej w mrok i dziwaczne urojenia, których bał się z każdą chwilą coraz bardziej. Po raz kolejny zastanawiał się nad sensem ćpania, życia i wielu innych rzeczy. Kilka razy chciał iść na odwyk, kilkanaście razy chciał ze sobą skończyć... Raz wolniej, raz szybciej. Tak, jak poprzednio...
- Większość narkomanów nie ma siły zabić się inaczej, w większości znanych światu przypadków, nigdy jej w sobie nie znajduje – kontynuowała, rozwijając i zwijając przy tym swoje skrzydła – robią to powoli, z każdą kolejną dawką są coraz bliżej końca. Czekając, że może kiedyś będzie na tyle źle, że coś się zmieni, ćpają latami, tracąc wszystko, co do tej pory kochali. Patrzą otępiali jak to, co najważniejsze ucieka im przez palce. Tracą siebie. Tak, zatracają się w sobie - powtórzyła - Tkwią w całkowitym zawieszeniu do momentu jakiegoś przełomu, który albo zatrważająco często nigdy nie przychodzi, albo w ogóle go nie zauważają. Ty – urwał, wzieła głęboki oddech – Ty Marcin masz to szczęście, że dożyłeś do tego momentu... dotrwałeś do przełomu... Teraz możesz wybrać... Dobrze się zastanów... Dostałeś szansę. Ktoś na górze nie chciał aby tak to wszystko się skończyło.
Agnieszka wstała.
- Gdzie jestem? – zapytał.
- Tam gdzie niewielu ludzi może się znaleźć. Tam, gdzie niewielu ludzi stąd wychodzi tą jedyną słuszną ścieżką... Jesteś na rozstaju... Niektórzy nazywają to Czyśćcem. Jak się zdecydujesz co zrobisz dalej, gdzie pójdziesz daj znać. Wiedz, że powrót nie będzie łatwy. A teraz odpoczywaj... – dodała po czym znikła.
Sob 12 Maj, 2007 09:50
Kamiloss
Marcin zasnął. Te wszystkie energiczne ruchy, chęć destrukcji wszystkiego i nienawiść do siebie i całego otaczającego go świata bardzo go wyczerpała. We śnie zobaczył tamtą chwilę kiedy dotknął skrzydła Agnieszki. Widział to bardzo wyraźnie, ale kiedy ona dotknęła jego głowy obraz nagle się załamał i stał się mało ostry. Po chwili spostrzegł się jak znalazł się przed grupką młodych ludzi. Tak pamiętał ich. To byli Ci źli ludzie, którzy wprowadzili go w świat narkomani i potępienia ludzkiej duszy. Zawiązali mu opaskę na oczach, której nie sposób mu było zdjąć. Lecz jak podszedł do nich oni go nie zauważyli. Mówił, po chwili zaczął krzyczeć, ale oni zdawali się go nie widzieć, wcale nie reagowali, jakby stał się niewidzialnym duchem. Zrezygnowany oddalił się na murek nieopodal, nadal jednak miał na nich oko. Wiedział co zaraz się stanie, a przynajmniej się domyślał. Po kilku minutach oczekiwania zobaczył swoją postać idącą wolnym, chwiejnym krokiem w kierunku narkomanów...
- Cześć chłopaki co tam nowego?
- Właśnie rozmawiamy
- O czym ?
- O tym co daje nam tyle odlotu i pozwala zapomnieć o tym [ciach] świecie, który czasami wrasta nam do łbów. O ten przeciwny środek, który koi rany na ciele i wszystko zamienia w ciekawą bajkę. To chyba musi pochodzić od Majów. Tak od nich, bo tylko oni mieli takie zwariowane pomysły. Mówię o tym białym. Chcesz spróbować ?
- Narkotyki ? Nie dzięki, ale nie chcę się zabić, słyszałem, że to pewna śmierć...
Grupka facetów wybuchła śmiechem
- Do śmierci ? Kto naopowiadał Ci takich głupot i banałów ?
- No tyle się teraz o tym słyszy i w ogóle to dość kontrowersyjny temat, więc...
- więc spróbujesz jak to jest ?
- Więc dziękuję nie chcę...
- Boisz się?
- Nie ale ...
- Marcin się boi. Ej chłopaki słyszeliście ?!
- wcale się nie boję! Po prostu nie chcę brać tego świństwa!
- Taak ? Więc rozumiem, że nie chcesz należeć do naszej paczki ?
- Chcę!
- Chcesz ? To spróbuj – obiecuję ci, że nie pożałujesz
- Na pewno to takie wspaniałe jak mówisz?
- Wyborne
Obraz Marcinowi znowu pociemniał przed oczami, ale po chwili znowu wszystko wyraźnie widział. Znowu zobaczył siebie jak coraz częściej spotyka się z paczką „przyjaciół”, którzy częstują go kolejnymi narkotykami. W końcu widzi pierwsze ukłucia. Kiedy odchodzi z tamtego miejsca, przed oczami mijają mu dziewczyny, z którymi był i przelotne uczucia, które wydawały mu się wszystkim. Widział też tamte łzy rozpaczy. Tamte które pamięta tak mocno, jakby spływały wczoraj po jego policzkach.
Obudził się cały spocony. Wstał i usiadł na brzegu łóżka. To wszystko.. to wszystko co przeżył dotychczas w życiu. To było okropne, nie chciałby do tego więcej wracać. Najchętniej zapomniałby o tym i powrócił do czegoś lepszego. Do niej. Do Agnieszki. Zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, w którym się znajdował. Był to średniej wielkości pokoik a drzwiami w kolorze wiśni. Obok przy ścianie leżał stolik, Marcin jednak nie wiedział czemu jest on przewrócony. Nie potrafił sobie przypomnieć jak się tutaj znalazł. Chciałby się stąd wydostać i zobaczyć jej piękne oblicze. Chciałby skończyć ze wszystkim co złe. Ze wszystkim co siedzi w jego wnętrzu a powoduje powolną śmierć jego świadomości i umysłu...
Nagle spostrzegł że obok jego łóżka wisi jakby sznur. Pociągnął go i ...
Sro 16 Maj, 2007 20:25
m00ka
Na razie nie dokończenie (jestem w trakcie jego pisania, ale jakoś ciężko idzie ze względu na ostatnie wydarzenia), ale wiersz dedykowany dla pani P.
Zaprzęg smutków wciąż mnie ciągnie...
coraz szybciej, coraz głębiej w mrok...
Serce otulone bandażami -
dlaczego to wszystko, co mi po Tobie zostało?
Strasznie Cię nienawidzę,
lecz jeszcze bardziej kocham...
...wciąż płaczę...
Przesiąknięty kłamstwami
stoję na krawędzi swojego świata...
Boję się odwrócić, wieć patrzę w dół...
...z czeluści dobiega jednostajny dźwięk
to moje imię...
...wzywają mnie...
Nie pierwszy raz.
Odrywam stopy od ziemi,
by przynajmniej jeden błąd został naprawiony...
Koniec już bliski
taki ostateczny, bez początku...
...spadam...
A Ty czekaj na mnie na dole...
weź sobie to, co przestało należeć do mnie
w dniu przecięcia naszych ścieżek...
...moje serce...
Pią 18 Maj, 2007 19:30
Kamiloss
Wiersz bardzo mi się podoba - taki bardzo głeboki a za razem dość prosty. Ale najważniejsze jest to, że udało się przekazać to co najważniejsze. Chyba niedługo coś swojego dam ...
Pią 18 Maj, 2007 20:20
Aniol
Mam do was male pytanko dotyczace talentow Czy jak wiekszosc ludzi ktorych znam, badz poznam mowi do mnie farciarz albo dziecko szczescia to moge uznac za talent ?
( serio!)Z zycia wziete, gramy w noge, stalem sobie, na wf podczas gry w nuzie, przed bramka wroga, akcja byla rozgrywana, a ja ide, potknalem sie i strzelilem bramke bo mi pod noge pilka sie wtoczyla przypadkowo
Gram z kolegą w makao, jest 1:5 dla niego, powiedzial ze gramy do 6 wygranych. Zgadniecie co sie stalo ? 6:5 sie skonczylo...
Siedzimy w szkole, pierwsza lekcja Geografia, oddaje nam pani sprawdzian, dostalem 4- bo pani doliczyla mi 4 pkt. za duzo ! Druga lekcja historia, dostalem 5- bo pani mi dodala 3pkt. za duzo ! Kolegow az korcilo zeby sie wygadac Tak bylo chyba na gdzies 10 spr. ze mialem za duzo pkt., ogolnie to kumple sie juz przyzyczaili ze mam za duzo
Z zamknietymi oczami stojac tylem do kosza z odleglosci hmm... to bylo gdzies z 5 metrow rzucilem 3 kosze z rzedu, Neptun stal wtedy obok mnie
Stare czasy, rekolekcje, podstawowka 1-3. W kosciele trzeba bylo jakies 2 kartki zrobic w domu i oddac. W ostatni dzien ksiadz, sposrod wszystkich... 1000 kartek moze wiecej, wylosowal 4... zgadnijcie czyje 2 byly pierwsze(az ksiadz sie zdziwil)
Jeszcze pare dobrych sytuacji bym mogl wymienic no ale mi sie juz nie chce, jak wpadne na jakis dobry przypadek szczescia to napisze
Reasumujac, to jest talent ?
Pią 18 Maj, 2007 20:34
Conqueror
Z tego co mi adams mówi, to ma ochotę ci #$%^ za ten -talent-